Stary młynarz gniewnie i surowo przyglądał się im przez chwilę, zaciskając w ręku kij. Wreszcie krzyknął:
— Donka! Marsz mi zaraz do domu.
Gdy dziewczyna z opuszczoną głową odchodziła powoli, rzucił jeszcze za nią:
— Durna!
Wasyl stał zupełnie skonfundowany, skubiąc listki czeremchy. Wiedział, że z ojcem nie ma żartów, i był przygotowany na najgorsze. Rzeczywiście Prokop sapał ciężko, a jego wzrok nie zapowiadał nic dobrego.
— Ja przecież nic... — odezwał się wreszcie Wasyl.
Ojciec huknął nań:
— Milcz, ty czartowskie nasienie! Zaraz ja cię tu nauczę!...
— Niech ojciec... — spróbował znów bronić się Wasyl, lecz umilkł, gdyż Prokop podniósł nad głową laskę.
— Przyznaj mi zaraz, czyś ją ukrzywdził? Ale mów prawdę, bo cię zabiję!