— Ależ nigdy w świecie — nie zgodził się Wilczur, przytrzymując jej rękę. — Pójdę z panią.
Tuż za furtką kołysały się lekko w słońcu wysokie łany żyta.
— Nie zdaje sobie pani nawet sprawy, jaką radością jest dla mnie pani towarzystwo.
Uśmiechnęła się.
— Więc nie zalicza mnie pan do najdroższych i najbliższych?
Zamyślił się i patrząc jej prosto w oczy, powiedział:
— Właściwie mówiąc... pani jest jedyną drogą mi i bliską istotą na świecie...
Łucji łzy napłynęły do oczu i ruchem spontanicznym zarzuciła mu ręce na szyję.
Pochylił się nad nią i z wielką serdecznością pocałował ją w policzek. W następnej jednak chwili zdecydowanym ruchem uwolnił się z jej objęć, mówiąc:
— Chodźmy... Czy czuje pani, jak to żyto pachnie?... Taki piękny wieczór... Myślę, że jego piękno odczuwam tym głębiej, że tak mało miałem pięknych chwil w życiu. Oczywiście, nieraz się cieszyłem. Ale najczęściej radością cudzą...