— Służę pani — powiedział głosem ochrypniętym.
— Ostrożnie, niechże pan go nie wrzuci do wody. Dlaczego pan jest niedobry i przygląda mi się? Przecież prosiłam pana...
Mówiła to tonem zgorszenia.
— Wcale nie przyglądam się pani — zmarszczył brwi.
— Więc niech pan zamknie oczy i poda mi płaszcz.
Zastosował się do jej rozkazu. Usłyszał gwałtowny plusk wody, a później uczuł, jak trzymany przezeń włochaty płaszcz kąpielowy napełnia się gorącym ciałem.
— Dziękuję panu — powiedziała swobodnie.
Owinęła się płaszczem i zanim zdążył odejść, zarzuciła mu ręce na szyję.
— Jesteś czarujący z tą swoją wstydliwością — powiedziała mu szeptem i pocałowała go w ucho. — Czy będziesz mnie odtąd uważał za istotę wyuzdaną?...
— Cóż znowu — zaprotestował niepewnie.