Znowu zapanowała chwila ciszy i Kolski odezwał się spokojnie:
— Posłuchaj, Nino. Chcę z tobą poważnie i szczerze pomówić.
— Czy się coś stało? — zrobiła zdziwioną minkę.
Potrząsnął przecząco głową.
— Nie teraz. Stawało się stale. Tylko ja tego nie widziałem. Przejrzałem nagle.
Na jej twarzy odbiło się cierpienie.
— Och, Janku. Czuję, że chcesz mi zrobić jakąś przykrość — odezwała się błagalnie.
— Przejrzałem nagle — ciągnął Kolski. — Poznałem cię. Nie będę nudził cię żadnymi kazaniami ani naukami moralnymi. Po pierwsze dlatego, że nie czuję się do nich powołany, a po drugie z tej racji, że byłyby bezskuteczne. Jesteś dojrzałym człowiekiem, rozumiesz życie, wiesz doskonale, czego chcesz, postępujesz tak, jak ci nakazuje twój gust. Masz własny program życiowy.
Wstała i zbliżyła się doń w ten sposób, jakby zamierzała usiąść na jego kolanach, lecz Kolski powiedział z naciskiem:
— Proszę cię. Wysłuchaj mnie do końca.