— Pan się nudzi?
— Cóż znowu...
— O, bardzo mi przykro. Namówiłam pana na ten bal, kochany profesorze. Jaka ze mnie egoistka...
Posmutniała i dodała szybko:
— Przed kolacją nie wypada wyjechać, ale zaraz później wrócimy do domu.
Wilczur wzruszył się jej gotowością.
— Za żadne skarby, panno Łucjo.
— Kiedy pana to wcale nie bawi!
Z uśmiechem rozłożył ręce.
— Ha, to już moja własna wina. Skoro nie tańczę, należałoby przynajmniej nauczyć się grać w brydża lub interesować się polowaniem. Miałbym wtedy dość interesującego zajęcia. Niechże pani da spokój wszelkim skrupułom. Musi pani raz wreszcie wybawić się za wszystkie czasy. Bo jeżeli...