Kolski poczerwieniał.
— Niech pan mi wierzy, panie profesorze, że nie zasłużyłem na tak pochlebną opinię o mnie.
Wilczur zdawał się nie słyszeć jego słów, zajęty swoimi myślami. Myśli zaś te musiały być nieprzeciętnej wagi, gdyż czoło profesora pokryło się głębokimi, pionowymi fałdami. Nagle spojrzał Kolskiemu prosto w oczy spojrzeniem, w którym była decyzja:
— Przekonał mnie pan. I pojadę. Ale pod jednym warunkiem.
Kolski z lekka zaniepokoił się.
— Przypuszczam, że pani Dobraniecka zgodzi się na każde warunki.
— Tak, tak — potwierdziła Nina. — Przyjmuję wszystkie warunki z góry.
Wilczur nie zwrócił na nią uwagi i mówił do Kolskiego:
— To nie jest warunek dla nikogo innego, tylko dla pana.
— Dla mnie? — zdziwił się Kolski.