— Nie zaszkodzi też panu, kolego, zapoznanie się z tutejszymi warunkami i z tutejszymi ludźmi. Ot, krótkie wakacje, chociaż pogoda niewakacyjna.
Kolski po namyśle powiedział:
— Chciałbym tylko prosić pana profesora o jedno...
— Słucham.
— Chciałem prosić, by... pan profesor zechciał zakomunikować pannie Łucji, że inicjatywa mego tu pozostania wyszła od pana i że postawił pan to jako warunek swego wyjazdu do Warszawy.
Wilczur odpowiedział nieco zdziwiony:
— Ależ owszem. Mogę jej to powiedzieć.
Pani Dobraniecka niecierpliwie spoglądała na zegarek.
— Tak boję się, byśmy się nie spóźnili na lotnisko. Drogi są nieprawdopodobnie zabłocone i na wszelki wypadek wolałabym wyjechać jak najwcześniej. Naturalnie, jeżeli pan profesor może.
Wilczur skinął głową.