— O kim pani mówi? — zapytał.
— Ach, mój Boże! Czy to nie wszystko jedno? Chodzi w ogóle o kobietę, o jakąkolwiek kobietę. Stał się pan, jak widzę, prawdziwym kobieciarzem.
— I z czegóż to pani widzi?
— No, chociażby z pańskich zalotów do Donki.
— Jak pani może tak mówić? — zawołał niemal z rozpaczą w głosie.
— Ale niech pan będzie ostrożny — ciągnęła, jakby nie dosłyszawszy jego okrzyku. — Wasyl to tęgi chłop. Nie tak łatwo panu będzie zapakować jego narzeczoną do kufra.
Wybuchła śmiechem.
— Ileż w tym romantyzmu. Młody lekarz z Warszawy porywa oblubienicę młynarczyka i uwozi ją w wagonie bagażowym do stolicy.
Teraz spojrzał na nią z prawdziwym niepokojem.
— Pani Łucjo! Co się pani stało?