Jemioł wstał i waląc pięścią w stół powtarzał w nagłym wybuchu furii:
— Nie ma, nie ma, nie ma!...
— Nie podzielam twego pesymizmu, przyjacielu — spokojnie powiedział Wilczur. — Sam znam innych...
— Na Marsie? Na Księżycu?... Na jakiej planecie? — wrzasnął Jemioł.
— Na naszej. Na Ziemi.
— Ach, tak? — zaśmiał się szyderczo Jemioł i nagle się uspokoiwszy, zapytał układnym tonem:
— Czy może mi szanowny pan podać adres?
Wilczur wsparł podbródek na ręku.
— Dużo takich adresów musiałbym ci podać, przyjacielu. Dużo jest ludzi dobrych.
— W takim razie, ach, jakże świetnie się ukrywają... No, twoje zdrowie, Święty Franciszku. Twoje zdrowie.