— A tak, tak. Byłem bardzo zajęty.
— Pan dziś skończył swój urlop?
— Dzisiaj — potwierdził Wilczur.
— Jaki pan niedobry, profesorze! Podczas świąt był pan przecież w Warszawie, a ja o tym nic nie wiedziałam.
Zaśmiał się do niej.
— A skądże się pani dowiedziała?
— Miałam aż dwa dowody pańskiej obecności.
Wilczur zaciekawił się.
— Aż dwa?
— Tak. Telefonowałam do pana profesora.