— Nienawidzę jej... Nienawidzę..
Uspokajała się z wolna.
— No, może jeszcze jeden kieliszek? — zapytał Wilczur.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
— Dziękuję i bardzo pana przepraszam za ten wybuch histerii. Zachowuję się rzeczywiście okropnie.
— Przez kurtuazję nie śmiem przeczyć — umyślnie gderliwym tonem powiedział Wilczur. — Nie śmiem przeczyć. Zachowuje się pani jak pensjonarka z blednicą na podłożu skrofulicznym.
Chciał ją rozśmieszyć, lecz słowa jego nie dotarły do świadomości Łucji.
— Czy pan... czy pan ją wciąż kocha? — zapytała i przygryzła wargi, by się znów nie rozpłakać.
Brwi Wilczura ściągnęły się.
— Droga pani, tyle już lat minęło, tyle wody upłynęło, tyle razy wiosną grób jej porastał nową trawą... Czas robi swoje... Zostało mi po niej wspomnienie, bolesne i dojmujące wspomnienie. Ot, blizna. Przebaczyłem. To wszystko.