— A to doskonale — ucieszył się. — Ale wolałbym, żeby pani przyjechała mnie odwiedzić, kiedy już się tam zadomowię, kiedy wszystko urządzę. Ha, pokażę pani tam wszystko. Zobaczy pani, jak tam pięknie i jak miło...
— Nie, profesorze — przerwała mu. — Ja chcę jechać z panem. Jechać i zostać tam z panem.
Spojrzał na nią niedowierzająco.
— Cóż to za żarty?
— Wcale nie żarty. Pojadę z panem.
— Cóż za niedorzeczny pomysł!
— Dlaczego niedorzeczny!
— No, bo gdzież pani w tym wieku na głuchą prowincję. Nie, nie ma nawet o czym gadać.
— A jednak pojadę — zacięła się.
Wilczur zatrzymał się przed nią.