Mówiła dalej o zeznaniach świadków, o protokole wizji lokalnej, o sposobie reagowania oskarżonego w różnych wypadkach i w danym.

Głos jej napełniał metalicznym drganiem salę. Wszystkie oczy przylgnęły wzrokiem do jej pięknych, nieprawdopodobnie bogatych rysunkiem ust, z których padały słowa bezlitosne, ciężkie, zabójcze.

Ci, którzy po to przyszli na rozprawę, by przyjrzeć się tej kobiecie, podobno niezwykle pięknej, widzieli teraz przed sobą jakąś groźną i daleką boginię.

Czuchnowski, zaszyty w kącie, dosłownie drżał całym ciałem. Napełniło mu pierś jakieś przerażenie, jakiś lęk, jakby chęć ucieczki od nowego wizerunku tej, którą tak kochał. Kurczył się za każdym razem, gdy głowa Alicji odwracała się ku sali i kiedy przesuwały się po ławach publiczności płomienne, czarne oczy.

Zachwyt i strach zawarły się w mózgu Czuchnowskiego w niedający się rozerwać węzeł.

Tymczasem Alicja kończyła swą mowę krótkim wywodem prawniczym, żądała zastosowania paragrafu 455. kodeksu karnego, a wobec niezwykle obciążających okoliczności uwzględnienia artykułu 15. przepisów przechodnich89.

Czuchnowski odetchnął, gdy usiadła.

Zaczęły się mowy obrońców.

Jeden z sąsiadów Czuchnowskiego zwrócił się doń szeptem:

— Przepraszam pana, ale czy pan nie wie, jaką karę przewidują te paragrafy?