— Co, doktorze — powiedział profesor Brunicki, wskazując plecy gościa, na których grały wspaniałe mięśnie — piękny okaz rozpłodowca?
Uśmiech przesunął się po żółtej twarzy biologa, a jego wzrok taksatorski prześlizgnął się po oglądanym obiekcie, który ubrał się właśnie i wyciągnął doń rękę.
— Bardzo dziękuję panu.
— O, proszę. Taki drobiazg — skinął głową i zabierając pudło, znikł za kotarą.
— Japończyk, a tak dobrze mówi po polsku — zauważył gość po jego wyjściu.
— Pół-Japończyk — odparł profesor — jego matka była Polką.
— Aha... To właśnie on odkrył te, no, jakże... elektro...
— ...neurony. Epokowe odkrycie — pokiwał głową profesor — biologia została przezeń pchnięta o olbrzymi krok naprzód.
— Słuchaj, Karolu, odkądże ty zajmujesz się biologią?
Profesor nagle drgnął. Jego blade policzki stały się niemal przezroczyste, palce zacisnęły się kurczowo.