— Niestety, jeszcze się nie tłumaczy. Tylko może być tłumaczony w ten sposób, że matka ma psychiczną komunikację z własnym płodem pomimo braku łączących je włókiem nerwowych. Jeżeli mówiłem o telegonii126, czyli o psuciu się samic rasowych, to dlatego, że daje nam ono możność naocznego stwierdzenia wpływu płodu na matkę, wpływu tak trwałego, że nie ustępuje do końca jej życia, że jaskrawo odbija się na innym jej potomstwie. Dlaczego zatem mamy odrzucać myśl o wpływie odwrotnym matki na płód, o działaniu wrażeń ciężarnej matki na konstytucję płodu?
— Ja osobiście święcie wierzę w zapatrzenie — żarliwie przytwierdził Drucki. — Miałem wiele dowodów, które utrwaliły we mnie to przekonanie. Nawet...
Zawahał się, czy powiedzieć doktorowi Kunoki o synku Załkindów, i urwał, bo właśnie wszedł Brunicki. Widać było, że jest czymś mocno podniecony i zdenerwowany. Zanim przywitał się z Druckim, spojrzał porozumiewawczo na Japończyka, a ten, przeprosiwszy ich, natychmiast wyszedł.
— Jak się masz, Fakirze? — uśmiechnął się z przymusem profesor, podając Druckiemu rękę.
— Ja świetnie, ale ty Karolu, daruj, wyglądasz bardzo mizernie.
— Zmęczyła mnie podróż.
— Właśnie — zapalił papierosa Drucki. — Wyjeżdżałeś za granicę?
Brunicki pochylił głowę.
— Byłem u... Piotra.
— W Szwecji?