— Do widzenia — ściskał dłoń profesora — a wpadnij do „Argentyny”. Nie pożałujesz.
— No dobrze, dobrze, spróbuję — uśmiechnął się Brunicki.
Gdy znaleźli się w przedpokoju, Drucki zapytał:
— Więc nie chcesz widzieć tego chłopca?
— Nie, nie!... Zresztą zadzwonię do ciebie... To nie ma celu...
— A kiedy zbadasz krew, proszę cię, Karolu, zawiadom mnie o wyniku.
Brodaty służący zamknął za nim furtkę i z nieoczekiwaną życzliwością powiedział przez kratę:
— A niech pan uważa, bo dziś ślisko.
— Dziękuję — kiwnął mu Drucki — będę się trzymał wiatru.
Istotnie po całodziennej odwilży chwycił lekki mróz i wszystko pokryło się szkliwem gołoledzi. Niebo zaczynało się iskrzyć. Na zachodzie różowiło się ostatnimi resztkami dnia.