— Pięć — poprawił Drucki.
— Pięć lat! I jakże Nowy Jork? Czy wciąż spirytus jest takim dobrym interesem?14
— Nie wiem. Cóż pan myślisz, Jack, że ja wciąż siedziałem w tej dziurze. Zaraz po panu diabli mnie stamtąd wynieśli.
— Dokąd?
— Fiu, fiu!... Za długo byłoby opowiadać. Londyn, Marsylia, Konstantynopol15, Berlin, Paryż i znowu Australia, i Chiny, i Brazylia... Tak, Jack, nie umiem siedzieć na miejscu.
Załkind przysunął swoje krzesło do łóżka i cmoknął:
— Piękne życie, ciekawe życie, ale co pan z tego ma?
— Wolność, Jack, wolność.
— Rozumiem, to duża rzecz: wolność. Ale najwięcej wolności ma ten, co ma pieniądze. Im więcej pieniędzy, tym wolniejszy.
— No, pan ma ich dosyć! — zaśmiał się Drucki.