— Panowie pozwolą — odezwał się suchym tonem, wskazując stojącą obok niego młodą kobietę — że ich przedstawię naszej nowej koleżance, podprokuratorce Alicji Horn.
Nastąpiło kilkanaście uścisków długiej, pięknej ręki przy akompaniamencie wymamrotanych nazwisk.
— Koleżanka Horn — odezwał się prokurator Martynowicz — obejmie dział podprokuratora Korczyńskiego, który został przeniesiony do Lwowa. Usilnie i stanowczo proszę panów o ułatwienie pracy nowemu członkowi prokuratury. Doszło do moich uszu, że fakt nominacji kobiety wywołał tu niemądrą sensację i głupie gadania, których nie cierpię i nie ścierpię. Oczekuję od panów zdecydowanego przeciwstawienia się tym nastrojom i wierzę, że dzięki taktowi i poczuciu obowiązku porządek zostanie natychmiast przywrócony. Dziękuję panom.
W ciągu minuty gabinet się opróżnił.
— Czy będę mogła zaraz przystąpić do pracy? — zapytała Alicja Horn.
— Naturalnie. Znajdzie pani wszystko w zupełnym porządku. Korczyński należał do najsystematyczniejszych moich podwładnych. Zresztą aplikant, pan Modroń, zaznajomi panią szczegółowo z rozpoczętymi pracami.
Alicja Horn wstała.
— Zatem...
— Jeszcze jedno — zatrzymał ją prokurator Martynowicz.
— Słucham, panie prokuratorze.