— Nie. Paraliż strun głosowych, a raczej, moim zdaniem, czasowe porażenie nerwu rządzącego fałdami noszącymi nazwę plicae ventriculares225... ale to już cię nie interesuje. Otóż lekarz, którego do tej dziewczyny wezwano, skierował ją do kliniki psychiatrycznej. Po krótkiej, lecz dokładnej obserwacji doszedłem do przekonania, że wypadek ten jest do uleczenia i...
— I mnie chcesz powierzyć pacjentkę.
— Tobie.
— Jaka to ma być kuracja?
— Całkiem prosta. Chodzi mi o to, byś po kilka, powiedzmy: dwie godziny dziennie z nią przestawał. Żebyś starał się być dla niej miły, serdeczny, delikatny...
— Ładna historia!
— Żebyś postarał się zapewnić jej sporo rozrywek. Na przykład, możesz ją zabierać do teatru, na spacery, do swojej „Argentyny”. Słowem, pragnąłbym, by ona odniosła wrażenie, że jesteś dla niej bardzo życzliwy, dobry i przyjacielski. Wszelkie wynikające z tego koszty pokryjesz, oczywiście z kwoty, którą ci służę.
Drucki zapalił papierosa i milczał.
— Zgadzasz się? — zapytał tonem zniecierpliwienia Brunicki.
— Ale dlaczego zwracasz się z tym do mnie? Czy nie możesz powierzyć tego któremu ze swoich asystentów, słuchaczy, czy komukolwiek?