— Dziękuję panu — powiedziała po zaznajomieniu się ze wszystkim. — Jeżeli jeszcze będę musiała pana trudzić, znajdę pana w kancelarii, prawda?
— Tak jest, proszę pani. Moje uszanowanie.
Została sama.
Był to nieduży pokój z jednym oknem, wychodzącym na jakiś szary mur. Popielata farba ścian i żółte meble, składające się z szafy, biurka, stolika do maszyny i kilku krzeseł, robiły wrażenie oficjalnej oschłości i surowości.
Powoli zdjęła futro i mały czarny kapelusz, wyjęła z torebki wieczne pióro i usiadła przy biurku.
Nie czuła tak wielkiej emocji, jak pierwotnie przypuszczała. Wprost przeciwnie, była teraz pewniejsza siebie niż zwykle. Wiedziała, że da sobie radę nie gorzej niż inni. Zresztą od niejednego z kolegów miała znacznie lepsze przygotowanie. Na uniwersytecie uważano ją za fenomenalnie zdolną, prawo znała świetnie, pochłonęła setki dzieł fachowych, a dzięki doskonałej pamięci zyskała sobie w łódzkim sądzie okręgowym, gdzie odbywała praktykę, przydomek encyklopedii prawniczej.
W znacznej mierze przyczyniła się do tego jej niestrudzona pasja poznawania wszelkich dziedzin wiedzy mających jakąkolwiek styczność z jurysdykcją40. Jeszcze na uniwersytecie ubocznie studiowała chemię, psychiatrię, później w Paryżu uzupełniała swe studia, wreszcie przewertowała historię wielkich procesów i dla wprawy sporządzała akta oskarżenia tak, jak ona postawiłaby je na miejscu tamtych prokuratorów.
Z jakąż łatwością odkrywała ich błędy i niedopatrzenia, w iluż sprawach, gdzie oskarżeni zostali uniewinnieni, można było dowieść ich winy!
Dumna była ze swej inteligencji, przenikliwości i siły wewnętrznej, wiedziała, że może nie obawiać się współzawodnictwa mężczyzn. Jakże bardzo nimi gardziła! Jakże wielkie miała prawo ich nienawidzić!
Zaczęła czytać akta. Istotnie, znalazła je w zupełnym porządku.