— Najpierw, ojcze, chcę poznać Warszawę, później pojadę do Krakowa, Wilna, Lwowa... no i chciałbym też wypróbować moje nogi w Tatrach...
Rozglądał się wokół z zaciekawieniem.
— Jak bardzo inna jest Warszawa od miast, które znam. Ojciec ma dom na przedmieściu, prawda?
— Tak. Na Żoliborzu. I hm... właśnie chciałem o tym z tobą pomówić, jak z... mężczyzną.
Piotr spoważniał.
— Słucham ojca.
— Otóż widzisz, w moim domu są ludzie... którzy... których... nie będziesz widywał. Zajmują oni znaczną część domu. O ich obecności nikt nie wie i wiedzieć nie powinien. Czy mogę być pewny, że nie będziesz się tym interesował?
— Ojcze — powiedział Piotr z wyrzutem.
— Nie wątpiłem — zapewniał profesor — że cokolwiek mogło ci się wydawać, będziesz miał zaufanie do mnie. Otrzymasz więc pokój na parterze i proszę cię, byś nigdy nie przestąpił drzwi prowadzących z hallu do dalszych pokojów.
— Obiecuję to ojcu i nie ma o czym mówić.