— Ja w imieniu jednego pana, on kazał... Jest ciężko ranny...
— Jezus, Maria! — krzyknęła Julka. — Jaki pan?
— Cicho, niech panienka nie krzyczy i nikomu nic nie mówi, tak on nakazał, żeby tajemnica, bo go zabiją. Niech pani zaraz przyjedzie. On czeka. Pańska sto osiemnaście mieszkania sześćdziesiąt cztery...
— Ale jaki pan? — chwytała się nadziei Julka. — Jak się nazywa?...
— Winkler, pan...
Julka zachwiała się na nogach i omal nie upadła.
— Więc co, przyjedzie pani?
— Już jadę, już, w tej chwili, proszę tylko powtórzyć adres?
— Pańska sto osiemnaście mieszkania sześćdziesiąt cztery. To w drugim podwórzu, prawa oficyna329, czwarte piętro. Będzie pani pamiętała?
— Tak, tak... już jadę...