— O?! Nie wyobrażałam sobie, by pan prokurator był zdolny do zachwytów.
— Jakże! Gdy zapytałem go o panią, dał upust swemu entuzjazmowi w wyrazach: „Hm... owszem...”
Roześmieli się oboje.
— Upewniam panią — dodał prezes — że jak na Martynowicza to bardzo dużo.
Pożegnała prezesa niemal serdecznie i wstąpiła do sklepu kupić togę i biret. Pomimo jej dużego wzrostu toga była za obszerna, wzięła ją jednak i pojechała na Kruczą52 do krawcowej, u której i tak miała być dzisiaj dla przymierzenia sukni wieczorowej.
— Skróci pani tę togę o jakieś osiem centymetrów i rękawy trzeba zwęzić.
Krawcowa z nabożeństwem napinała szpilki.
— Do twarzy mi w tym? — zapytała Alicja, nakładając biret.
— Ach, proszę szanownej pani! — klasnęła w ręce krawcowa. — Świat jeszcze nie widział takiego prokuratora! Skazańcy z radością będą szli na śmierć!...
Rzeczywiście, przyjrzawszy się sobie w lustrze, Alicja wyraziła zadowolenie. W tej czerni z wąskim czerwonym oblamowaniem wyglądała wyśmienicie. Kontrast niemal złocistych włosów i soczystej świeżej cery z powagą stroju dawał efekt nieprzeciętny.