— Pytam pana — ostrzej, ale jeszcze wesoło powtórzył Malinowski — kiedy pan proch wymyśli?...

— Żeby nas w powietrze nie wysadził — dodał ktoś usłużnie.

— No, panie Lubaszek, jakże będzie z tym prochem?

Urzędnik zerwał się i zaczął głośno krzyczeć:

— Ja, ja... protestuję, ja protestuję!...

— Co? Co pan robi? — zmierzył go ironicznym spojrzeniem Malinowski.

— Protestuję! — Pan nie ma prawa ze mnie drwić... mnie ośmieszać!

— Uspokój się — mitygował go któryś z kolegów.

— To jest znęcanie się! Ja protestuję — trząsł się Lubaszek.

Malinowski uczuł, że istotnie niepotrzebnie zakpił z Lubaszka, ale chciał przecie tylko zażartować. Jeżeli taki głupiec nie zna się na żartach, to sam sobie winien. W każdym razie należało utrzymać swój prestiż i Malinowski zrobiwszy groźną minę podniósł głos: