Drzwi otworzyły się i do gabinetu wpadł Szubert. Malinowski ledwie zdążył zsunąć notatki do szuflady.
— Wróciłeś pan? — zawołał prezes — no i cóż u licha nie przychodzisz pan do mnie?
— Właśnie przed chwilą, panie prezesie...
— No i cóż?
— Ciężką miałem przeprawę — westchnął Malinowski.
— Gadajże pan do diabła! Minister zaakceptował?
— Dużo to kosztowało wysiłków, ale w końcu przyznał nam rację.
Szubert wytrzeszczył oczy:
— A cóż z interpelacją tego bałwana?
— Ach — machnął ręką Malinowski, dając do zrozumienia, iż minister zbytnio się interpelacją nie przejmuje — za to o panu, panie prezesie, wyrażał się z wielką sympatią, z prawdziwym uznaniem. Aż mi serce rosło, bo myślę sobie...