I rzeczywiście zdawało się przechodzić. Stefan, który początkowo nie pokazywał się u nich wcale, zaczął od czasu do czasu zaglądać na godzinkę, na dwie, najpierw tylko z Urusowym, a później i sam. Wprawdzie bywał sztywny i milczący, ale i to musiało minąć.

— Jak myślisz — zapytał raz Malinowski Jagodę — czy Borowicz ma do mnie żal o co?

— Żal?... Nie wiem... Nie sądzę.

— Krzywi się jakby?... Ma jakieś humory? Nie?...

Jagoda wzruszył ramionami:

— Neurastenik. Porządny chłop, ale neurastenik. Wszyscy oni tacy.

— Jacy oni?

— Oni, panowie. Krew się wysiliła i osłabiła.

— No wiesz, Kaziu, Borowicz nie jest przecie cherlakiem.

— Owszem jest. Nie fizycznie. Nerwy scherlały, a przede wszystkim wola. Gatunek skazany na wymarcie.