— Pogoda śliczna, zabierzemy też Urusowa. Bądź łaskawa zadzwonić doń i zapytać czy zechce.

Niespodziewanie Bogna zaoponowała:

— Nie możemy jechać. Musimy naprawić, jeżeli to w ogóle da się naprawić, nasze zapomnienie o profesorze Szubercie.

— Jakie nasze zapomnienie? A po cóż w ogóle mamy o nim pamiętać? — zapytał wyzywająco.

— Po co?... Dlatego chociażby... że wyrządziło mu się krzywdę. Za jego dobroć, za życzliwość jaką nam okazał.

— Nam?

— Chociażby przez mianowanie ciebie wicedyrektorem.

— Ach, o tym myślisz — wzruszył ramionami — tostare dzieje. Zresztą nie była to w każdym razie życzliwość dla nas, lecz dla mnie.

Spojrzała nań roziskrzonym wzrokiem, lecz nic nie powiedziała.

— A poza tym — ciągnął — nie mogę uważać za życzliwość, że dla dobra, dla korzyści instytucji mianował właśnie mnie. Pozwól też, że ja sam osądzę i zadecyduję, czy mam żywić dlań szczególniejszą wdzięczność.