Czwartego dnia Ewaryst zatelefonował z biura, by wysłała Wincentego po walizki do Konstancina, a o czwartej przyszedł na obiad i przywitał się z Bogną nawet dość serdecznie. Po obiedzie, gdy zostali sami, powiedział:
— Był u mnie wczoraj redaktor Karaś. W delegacji, w imieniu naszej rodziny.
Bogna zaczerwieniła się i spuściła oczy, lecz Ewaryst tego nie zauważył:
— Kochana rodzinka — mówił — wsadza nos w nasze pożycie. Twierdzą, że cię zaniedbuję. Powiedziałbym ja temu Karasiowi, co o nim myślę, gdyby nie to, że on bardzo może szkodzić. Gotowi mnie obszczekać i zepsuć mi markę. Że to ludzie nie mają dość własnych spraw. No, chodźże tu, moja mała. Jakoś blado wyglądasz?...
Posadził ją sobie na kolanach i przytulił:
— A ty nie uważasz mnie za potwora, co? — zapytał.
— Nie, Ew, nie — objęła go za szyję.
I zdawało się jej, że oto wszystko wraca, że złe minęło, że wystarczyło kilka rozsądnych słów i powrócił do niej.
Ale wieczorem tegoż dnia przeczytała w dziennikach wiadomość, że Alina Przyjemska wyjechała na gościnne występy do Lwowa.
Pomimo to nie dała się opanować przygnębieniu. Postanowiła wyzyskać powrót męża, by go tym mocniej przywiązać do siebie, by zająć go, zainteresować. Wbrew upodobaniom zaczęła chodzić z nim do restauracyj i dancingów. Starała się przy tym podobać się innym mężczyznom, gdyż wiedziała, że Ewarystowi pochlebia jej powodzenie.