Myśli Borowicza tymi samymi widocznie szły torami, gdyż zaczął mówić:

— O to mi chodzi, pani Bogno, że ani przez moment nie wyobrażałem sobie, jadąc do Iwanówki, że tak pani zareaguje na tę wiadomość. O to mi chodzi. I jeżeli postanowiłem zawiadomić panią osobiście, to jedynie dlatego, że obawiałem się, by zbyt brutalna wiadomość nie zaszkodziła pani w jej obecnym stanie. Czy... czy pozwoli mi pani mówić szczerze?

Był wzburzony i z trudem panował nad rozedrganymi mięśniami twarzy.

— Proszę pana — powiedziała spokojnie.

— Otóż znam panią od lat i wiem, że brzydzi się pani, że raczej brzydziła się pani zawsze wszelkim brudem, błotem... Skąd mogłem przypuszczać, że zechce pani dobrowolnie ocierać się o ten brud?... Nie, absolutnie nic pani nie zmusza! Zmarnował, zaplugawił pani życie. Obraził panią już tym samym, że pozwolił sobie po nią sięgnąć, zbezcześcił swoimi zdradami. Niczego oprócz krzywdy i hańby pani nie dał, a na zakończenie zrobił panią żoną złodzieja!...

— Panie Stefanie! — zawołała — niechże pan ma dla mnie trochę litości!

— Nie mogę, nie mogę — wybuchnął — to jest potworne! Nie rozumiem tego, nie chcę rozumieć!

— On jest moim mężem.

— Jest łajdakiem!

Wzięła go za rękę i powiedziała z naciskiem: