— Mam zostać matką jego dziecka — dodała — a poza tym, panie Stefanie, ja go kocham.

Spojrzał na nią z nienawiścią i opuścił głowę.

Do końca podróży nie zamienili już więcej słowa na ten temat. Borowicz siedział ponury, udając, że drzemie, Bogna nie spała również. W Warszawie byli przed ósmą. Jeszcze raz gorąco podziękowała Borowiczowi i poszła pieszo do domu.

Drzwi otworzył lokaj zaspany i na pół ubrany.

— Czy pan już wstał? — zapytała Bogna.

— Dzień dobry pani, jak to dobrze, że jaśnie pani przyjechała, bo my już tu rzeczywiście...

— Czy pan śpi jeszcze?...

Służący obejrzał się bezradnie.

— Gdzie jest pan? — przeraziła się Bogna.

— Pana aresztowali — wykrztusił.