Zabiegana i do ostateczności wyczerpana Bogna, nie miała nawet czasu wpaść do domu. Co pewien czas tylko telefonowała z miasta, by dowiedzieć się, czy nie ma wiadomości z Pohorców. Gdy zadzwoniła a siódmej, okazało się, że przyjechał jakiś chłop. Czym prędzej wróciła. W przedpokoju, z tobołkiem zawiniętym w czerwoną chustkę na kolanach, siedział stary Białorusin, który u pana Walerego za młodu był gajowym.

— Niech będzie pochwalony — podniósł się — ja tu list dla panienki przywiozłem.

Rozerwała wymiętą kopertę. Wewnątrz była kartka:

„Mogę kupić Twoją część Iwanówki. Daję za nią czterdzieści tysięcy. Jeżeli zgadzasz się, wręcz oddawcy zrzeczenie się. On ci wypłaci należność. Formalności załatw najdalej w ciągu tygodnia ze Stefanem. Ze swej strony stanowczo ci odradzam robienie tego głupstwa. Wyzbywanie się ziemi, czyli wartości nieprzemijającej, dla czegobądź na świecie — jest idiotyzmem. Zastanów się i cofnij się. — Walery Pohorecki”.

— Macie przy sobie pieniądze? — zapytała gorączkowo.

— A jakże, mam, panienko.

— Zaczekajcie.

Szybko napisała zrzeczenie się i pokwitowanie. Przeliczyła pieniądze i odesłała starego do kuchni:

— Dostaniecie kolację, a gdy wrócicie do Pohorców panu powiedzcie, że bardzo dziękuję i że później napiszę list.

Rzeczywiście była panu Waleremu niezmiernie wdzięczna, chociaż teraz wiedziała, że uzyskana odeń kwota nie pokrywa wszystkiego.