— Kaziu! Żebyś ty wiedziała, jakie głupstwa mówisz!

— Dlaczego głupstwa?... Że tak dotychczas nie było?... To jeszcze żaden dowód. Radia i samolotów też kiedyś nie było. A gdy sobie wyobrażę, że dostanę takiego męża jak tato, stryj, albo któryś z przyjaciół taty, to po prostu dostaję...

Umilkła i nadstawiła uszu. W przedpokoju trzasnęły drzwi i rozległo się donośne chrząkanie, później szmer półgłosem prowadzonej rozmowy i do salonu wszedł Feliks Malinowski.

Przytył, zaokrąglił się i jeszcze bardziej wyłysiał. Stanąwszy w progu odezwał się spokojnie, ale ostro:

— Kaziu, proszę natychmiast iść do matki. Nie jesteś tu potrzebna.

Dziewczynka zerknęła ironicznym spojrzeniem ku Bognie, powiedziała „przepraszam” i wyszła. Dopiero gdy drzwi za nią się zamknęły, pan Feliks przywitał się milcząco z Bogną, chrząknął donośnie i usiadł naprzeciw z kamienną powagą w rysach.

— Przyjechała pani? — zapytał.

— Przyjechałam umyślnie do pana. Pan już wie, prawda?

— Prosiłbym jednak o szczegóły tej strasznej historii, która odebrała mi kilka lat życia — zmarszczył czoło.

Bogna opowiedziała w krótkich słowach o tej sprawie.