— Chodźmy — powiedział cicho.
Przeszli przez ciemnawy przedpokój, długo w milczeniu schodzili wąskimi schodami. Sień ogarnęła ich chłodnawą wilgocią, aż znaleźli się na rozgrzanej ulicy pełnej hałasu i gwaru, w którym nie podobna było dosłyszeć odgłosu własnych kroków na szarych kwadratowych betonowych płyt chodnika.