Ewaryst poszedł do łazienki umyć ręce, w jadalni Jędrusiowa nakrywała do stołu. Okna były zamknięte i w pokoju czuło się duszność, zapach obiadu i dym papierosów. Ewaryst palił jakiś nieszczególny gatunek tytoniu, od którego powietrze nabierało kwaśnego smaku.
Przy obiedzie nastrój Bogny poprawił się. Ew zaczął wypytywać o ceremonię pożegnalną w Funduszu i z zajęciem słuchał sprawozdania. Mimochodem wspomniała o nieobecności Borowicza.
— On w ogóle ostatnimi czasy jakoś mnie unika — dodała.
— Dziwak jest. Zdziwaczał do reszty. Śmieszny chłop.
— Bardzo go lubię — powiedziała Bogna.
— Ja też, ale wiesz, najdroższa, co mi przyszło do głowy?... Zdaje się, że Stefan złości się na mnie, że się z tobą żenię.
— Cóż znowu! — zaprzeczyła żywo.
— Mówię ci. To się jemu nie podoba. A może jest zazdrosny?!
Wybuchnął śmiechem.
Bogna spojrzała nań zdziwiona: