— Kochany — rozczuliła się — tak się cieszę!

Ewaryst wstał, usiadł, znowu wstał i zapytał ochrypłym głosem:

— Czy to pewne?

— Naturalnie. Po powrocie z urlopu pan wicedyrektor Malinowski obejmie urzędowanie. Na razie jako pełniący obowiązki, bo Szubert chce przekonać się, czy dasz sobie radę na tym stanowisku, ale ja jestem przekonana, że szybko się zorientujesz.

Przygryzł wargi.

— Do licha, to nie jest takie pewne.

— Jesteś zbyt skromny.

Wzruszył ramionami.

— Nie o skromność chodzi. Ale wszyscy będą się starali podstawić mi nogę. Znam ja ich. A cały zarząd będzie wciąż mi patrzał na ręce. Poza tym robota trudna. Odpowiedzialność.

— Tak mówisz, jakbyś się martwił — zauważyła.