Ewaryst zrobił oko do Bogny i zachichotał:
— A to opera!
— Prezesie! — krzyknęła Bogna — hop! hop!
— Hop! hop! — powtórzył Ewaryst.
Szubert wbił w ziemię łopatę, a ponieważ biło mu w oczy zachodzące słońce, przysłonił oczy ręką i zawołał:
— Oho! A kogo to wszyscy diabli?... O, do stu piorunów! To pani?
— Dobry wieczór, kochany prezesie.
— Uszanowanie panu prezesowi — wesoło podniósł kapelusz Ewaryst.
Szubert rozłożył ręce i pocałował Bognę w czoło:
— Pokaż że się kobieto! Jeszcześ wyładniała... A, Malinowski, jak się pan masz.