Wybiegła zza lady i podsunęła mu krzesło.
— Któż by na taki deszcz — dodała. — A panu to nawet daleko. Suchej nitki na panu nie zostałoby, nim doszedłby pan do młyna.
Wówczas uśmiechnął się.
— To panienka wie, że ja z młyna?
— Wiem — kiwnęła głową. — Pan jest znachorem. Przecie tu wszyscy pana znają. Ale pan chyba nie z tych stron pochodzi, bo pan ma inny sposób mówienia, inny akcent.
— Jestem z daleka, z Królestwa.
— Moja mamusia też pochodziła z Królestwa.
— Pani Szkopkowa?
— Nie, moja mamusia.
— To pani nie jest córką właścicielki sklepu?