— Ale kiedy ja chcę przejść się.
— Dobrze — zgodził się apatycznie.
— A może zapali stryjcio papierosa?... Ja zrobię.
— Zapalę — kiwnął głową.
Kiedy znaleźli się już na szosie, z wolna odzyskiwał równowagę.
— Miewam takie przypadłości — powiedział. — Pewno coś w mózgu. Dawno już, bardzo dawno tego nie miałem.
— Da Bóg, że więcej się nie powtórzą — uśmiechnęła się doń serdecznie. — To pewno od słońca.
Potrząsnął głową.
— Nie, droga panieneczko! To nie od słońca.
— Więc od czego?