— No przecie! Pani Szkopkowa niby dobra kobieta, a o takiej rzeczy nie pomyśli — mówił współczująco.
— O jakiej rzeczy?
— A o kanapie.
— O kanapie? — szeroko otworzyła oczy.
— Pewno, że o kanapie. Toż w sklepie lada wąska, no i twarda. We dwójkę, zwłaszcza z panem Czyńskim, trudno się na niej wygodnie ułożyć.
Młodzi ludzie wybuchnęli głośnym śmiechem.
Marysia jeszcze nie zrozumiała, lecz przeczuwając jakąś podłość, wzruszyła ramionami.
— Nie wiem, o czym pan mówi...
— O czym mówię, to nie wie, cnotliwa Zuzanna — zwrócił się Zenon do towarzyszy. — Ale wie, jak się to robi.
Nowy wybuch śmiechu był na to odpowiedzią.