— Tak, Stasiu. Chciałam zasięgnąć twojej opinii. Sama nie wiem, jak należy postąpić. Czy sądzisz, że pogróżkę Leszka należy brać serio?
— To jest chłopak niezrównoważony — oględnie zauważył pan Czyński.
— Bo widzisz... Byłoby wysoce niepedagogicznie ustąpić pod presją groźby. Z drugiej jednak strony musimy wziąć pod uwagę jego wiek. Jeżeli dotychczas nie zdołaliśmy go wychować, to i dalsza pedagogika nie pomoże nic.
Pan Stanisław zerknął tęsknie na rozłożony na kołdrze gruby tom. Zagłoba właśnie objął regimentarstwo i przystępował do aprowidowania obozu. Ustęp szczególniej pogodny i tu nagle znowu sprawa Leszka.
— Sądzę, Elu, że odmówiliśmy mu zbyt stanowczo.
— Ale sprawiedliwie.
— Zapewne. Z drugiej wszakże strony ambicja chłopaka została podrażniona. Jestem zdania, że ostatecznie...
Myśl o dalszym ciągu, o sprowadzeniu broni i amunicji z Białegostoku, o przybyciu księcia Sapiehy („Jakaś głowa kiepska, musi być z Witebska!”), wszystko to nastrajało pana Czyńskiego pokojowo i pojednawczo.
— ...ostatecznie ten rymarz powinien swego synalka nauczyć moresu. Niepodobna odmówić Leszkowi pewnej dozy słuszności.
— Więc upierasz się — podchwyciła pani Eleonora — przy tym, by przyjąć warunek Leszka?