— Nie mylisz się, ojcze!
— Wobec tego muszę wysłać depeszę dziękczynną do wuja. Czy w ich domu spotkałeś kogoś, kto cię tak odmienił? Było tam, zdaje się, dużo osób.
— O tak, bardzo dużo. Po prostu tłok — skinął głową i dodał po namyśle — I w tym tłoku spotkałem... siebie.
— Ach... I jakież odniosłeś wrażenie z tego spotkania?
— Początkowo dość przykre. Usłyszałem wiele krytycznych uwag, niepozbawionych słuszności. W końcu jednak przekonałem się, że mam do czynienia z człowiekiem, który wie, czego chce. Obaj byliśmy tym bardzo ucieszeni.
Pani Eleonora pochyliła się i pocałowała go w czoło.
— Gratulujemy wam obu, a przy sposobności i sobie.
— Dziękuję, mamo. Na gratulacje zasłużyłem bardziej, niż przypuszczasz — odpowiedział poważnie.
Rozmowa ta odbyła się wieczorem po kolacji i napełniła państwa Czyńskich najróżowszymi nadziejami. Jakież było ich zdziwienie, gdy nazajutrz rano służący zapytany, czy panicz jeszcze śpi, oświadczył:
— Panicz kazał podać motocykl i pojechał w stronę Radoliszek.