Jednego z najbliższych dni, jadąc okólną drogą do Radoliszek, spotkał znachora, widocznie wracającego z miasteczka. Zatrzymał motocykl, ukłonił się i wskazując na pęk jakichś ziół, zebranych widocznie w rowach przydrożnych, zapytał:
— A na jaką to chorobę skuteczne, panie Kosiba?
— To dzięgiel. Na serce pomaga — uprzejmie, ale chłodno odpowiedział znachor.
By go usposobić lepiej i skłonić do dłuższej pogawędki, Leszek zażartował:
— A nie wie pan, jakie jest najlepsze lekarstwo na miłość?
Znachor podniósł oczy i powiedział dobitnie:
— Na miłość, młody panie, najlepsza jest uczciwość.
Uchylił czapki i ruszył przed siebie.
Leszek przez chwilę stał nieruchomo, zaskoczony odpowiedzią, której nie oczekiwał, potem domyślił się, o co znachorowi chodziło, i mruknął do siebie:
— Nie można mu odmówić braku esprit d’apropos12.