— Do znachora... Ratunku... Oni żyją jeszcze...
— W imię Ojca i Syna, kto?
— Prędzej, prędzej! — zajęczał przybyły. — Znachor! Znachor!
— Co tam? — odezwał się z sieni głos Antoniego Kosiby.
— Ratuj ich! Ratuj! I moją duszę przeklętą! — rzucił się ku niemu. — Oni żyją!
Wasil zajrzał mu w oczy i powiedział:
— To Zenon rymarza Wojdyłły.
— Co się stało? — rozległ się obok głos Prokopa.
— Rozbili się z motocyklem! — trzęsąc się jak w febrze mówił Zenon. — Ale żyją!
Znachor chwycił go za ramiona.