— Co jej jest? — zapytał.
— Kość wgnieciona do mózgu.
— Panie doktorze! — jęknęła pani Czyńska.
Puls był zupełnie zadowalający.
— Zrobię tylko zastrzyk przeciwtężcowy i trzeba go będzie zabrać do szpitala. Należy jak najprędzej zrobić zdjęcia Roentgena. A teraz zbadam tę dziewczynę.
Pochylił się nad Marysią, usiłował namacać puls. Po chwili odwrócił głowę.
— To już agonia — oświadczył.
— Ratuj ją pan, panie doktorze — ochrypłym głosem odezwał się znachor.
Lekarz wzruszył ramionami.
— Tu już nic zrobić się nie da. Zbadam to uszkodzenie... Hm... Oczywiście... Złamanie podstawy czaszki.