— Dziękuję, panie przodowniku. Już mi lepiej — wesoło odezwała się dziewczyna.

— To i chwała Bogu.

— Pozwólcie panowie — ponuro zaczął znachor — że dokończy chora obiadu.

— Cóż, niech dokończy. Zaczekamy — zgodził się Ziomek i usadowił się na ławie.

Doktor Pawlicki zbliżył się do łóżka i przyglądał się Marysi w milczeniu.

— Gorączki nie ma? — zapytał wreszcie.

— Była, ale nie ma — odpowiedział Kosiba.

— A nogi i ręce funkcjonują?... Porażenie nie wystąpiło nigdzie?

— Ależ, panie doktorze — zawołała Marysia. — Ja jestem zupełnie zdrowa. Tylko trochę osłabiona. Żeby nie ta kosteczka w karku, która ma zrosnąć się, zaraz bym wstała.

Lekarz zaśmiał się sucho.