Radę Wasila wszyscy pochwalili.
— A kiedy może być apelacja?
— To nieprędko — powiedział jeden z chłopów. — Jak ja miałem sprawę za te chojaki z wickuńskiego lasu, to apelacja przyszła w cztery miesiące.
— To i tak szparko! — zauważył inny. — Czasem do roku trzeba czekać.
Całą noc Marysia przepłakała, nazajutrz zaś zapakowała tobołek. Włożyła tam bieliznę stryjcia Antoniego, półkożuszek, cały zapas tytoniu, co było kiełbas i słoniny.
Właśnie przy tym pakowaniu zastała ją Zonia.
— Co to? — zapytała. — Posyłkę dla Antoniego szykujesz?
— Tak.
— A przez kogo poślesz?
— Będę pytać. Przecie często się zdarza, że zajeżdża tu kto, co do Wilna się wybiera.