Pan Czyński zrobił nieokreślony gest ręką.
— Mylisz się, droga Elu. Wyraźne powiedziałaś mi wówczas, że trzeba przed Leszkiem zamilczeć fakt wyzdrowienia Marysi.
— Przecież dla jego dobra.
— To inna kwestia.
— Dla jego dobra. Chciałam, by ten romans wywietrzał mu z głowy.
Pan Czyński niecierpliwie poruszył się w fotelu.
— Czyż możesz to jeszcze teraz nazywać romansem?... Teraz, po przeczytaniu tego listu?...
— Nie kładłam wcale akcentu na tym słowie.
— Pisze poza tym, że był z nią zaręczony, nazywa ją swoją narzeczoną, zapewnia, że wkrótce miał się odbyć ich ślub.
— Nigdy nie zgodziłabym się na to — wybuchła pani Eleonora. — Nigdy nie dałabym swego błogosławieństwa!...