— Panie Kosiba! — zawołał Leszek.
Lecz on przyśpieszył kroku i już był na korytarzu. Szedł coraz prędzej, aż dozorca nie mógł za nim nadążyć i zirytował się:
— Co tak lecisz! Wolniej tam! Nogi mam przez ciebie pogubić?
Znachor zwolnił i szedł z opuszczoną głową.
— Kto ona dla ciebie jest ta panienka? — zapytał dozorca. — Krewna czy dobra znajoma?...
— Ona? — znachor spojrzał nań nieprzytomnie. — Ona?... Czy ja mogę wiedzieć...
— Niby w jaki sposób nie możesz wiedzieć?
— Ano człowiek dla człowieka jednego dnia może być wszystkim, a drugiego... niczym.
— Nazywała cię stryjem.
— Nazywać różnie można. Nazwa to pusta rzecz.