— Kto pana wzywał?
— Niejaki Wojdyłło, jak się później dowiedziałem, właśnie sprawca katastrofy.
— A na czyje polecenie pana wzywał?
— Zdaje się, że na polecenie Kosiby.
— Czy nie przypomina pan doktor sobie, czym tłumaczył panu Kosiba, że go wzywał?
— Owszem. Było dwoje poważnie rannych i twierdził, że sam nie może dać sobie rady.
— Czy błagał pana doktora o ratowanie rannej dziewczyny?
— Tak, ale uznałem jej stan za beznadziejny. Zastosowałem tylko zastrzyk na wzmocnienie serca.
— Czy Kosiba prosił pana doktora o pozwolenie skorzystania z pańskich narzędzi chirurgicznych celem operowania rannej?
— Owszem, ale żaden lekarz na moim miejscu nie spełniłby takiej prośby.