— Nie ma?

— Tak! Wszyscy, proszę pana, pojechali do Radoliszek.

Profesor Dobraniecki zawahał się.

— A prędko wrócą?

— Nie wiadomo, proszę pana. Pojechali dać na zapowiedzi. No, to już pewno ksiądz proboszcz ich nie puści. Na obiedzie zatrzyma.

— Tak?... To niedobrze. A czy może mi pani powiedzieć?... Mecenas Korczyński w Wilnie poinformował mnie, że państwo Czyńscy zabrali do siebie niejakiego Antoniego Kosibę, znachora?

— A jakże, prawda, zabrali. Tylko że on nie chciał tu u nas zostać.

— Nie rozumiem...

— Ot, nie chciał. Taki ładny domek wyszykowali tu dla niego, o tam, za ogrodem. A on nie chciał.

— Więc gdzie jest?